Jestem pierdolniętym grafomanem, więc co kilka lat napiszę jakieś gówno, żeby sobie ulżyć, bo nie mogę patrzeć na obłudę i głupotę panującą na świecie. Po mojej śmierci i tak wszystko przepadnie. Wszystko na darmo.
Na razie napisałem tylko zbiór głupich bajek dla zniewieściałych lalusiów i kobiet lubiących łzawe historie.
Zakłamany świat – gówno nad gównami w dziedzinie literatury.
Opowieść o Jędrzeju Szyszce (18+) – bajka napisana z polskich słów trudnych do wypowiedzenia dla cudzoziemców. W założeniu ma służyć jako pomoc do nauki czytania dla cudzoziemców uczących się języka polskiego. Zawiera opisy scen erotycznych oraz scen przemocy. Postacie i wydarzenia są fikcyjne, a treści, jak również formy dialogów, są napisane w taki sposób, aby było trudno je wymówić. To bajka satyryczna, więc nie bierzcie tego do konkretnych osób i grup zawodowych. (ostatnia aktualizacja 07.12.2025)
Mam rozpisanych kilka innych śmieci, ale brakuje czasu na ich dokończenie, ponadto nie mogę normalnie siedzieć, co mnie bardzo ogranicza.
Bajki napisane do przygotowywanej książki o mojej chorej wizji świata w 2100 roku i nie tak odległej przyszłości od 2030 do 2100 roku:
Zbrodniarz z Ostrzeszowa – na pozór jebnięta bajka napisana przez psychola, w rzeczywistości arcydzieło literatury polskiej. Moje podsumowanie wymiaru sprawiedliwości oraz pracy orzeczników.
Zbrodniarz z Odense – krótka bajka pokazująca absurdy dzisiejszego świata, jak również wymiaru sprawiedliwości.
Bajki napisane do drugiej części gówna pt. „Zakłamany świat„, które opublikuję pt. „Bezsens życia”:
Twórcy internetowi – podsumowanie mojej pracy w internecie.
Dwaj dziennikarze – inne podsumowanie mojej pracy w internecie.
Polak i Czech – podsumowanie studiów.
Rozwód – kolejna króciutka bajka o wymiarze sprawiedliwości
Pisarz – króciutka bajka o realiach początkujących pisarzy-nierobów
Oferma – o takich przegrywach jak ja.
Mięczak – sytuacja z życia wzięta.
Podróż do przyszłości – bajka o straconych złudzeniach.
W 2023 roku, na zlecenie wydawnictwa Pascal, napisałem książkę pt. „Pociągiem na weekend”. Książka ciekawa i bardzo ładnie wydana, jednak pomimo moich protestów wydawca nazwał ją w podtytule „Najpiękniejsze trasy kolejowe w Polsce”, a ja nie pisałem o najpiękniejszych trasach, tylko o najciekawszych, przez co niektórzy czytelnicy mają do mnie słuszne pretensje o dobór tras. Dla mnie nie ma znaczenia, czy wydawca sprzeda 1000, czy 10 tysięcy egzemplarzy, natomiast dla mojej dalszej kariery opinia czytelników ma ogromne znaczenie.
Mógłbym napisać interesujące przewodniki kolejowe z różnych regionów Polski i kilku krajów, które sprzedawałyby się bardzo dobrze. Tylko, czy znalazłby się wydawca, który przyłożyłby się do redakcji i wydania? Czy udałoby się znaleźć pieniądze na opracowanie map przez specjalistę z zewnątrz? Na razie i tak nie ma szans na napisanie takich książek – to kolejny aspekt mojego życia, który przekreśliła nieznana choroba.
Z drugiej strony nie ma to sensu. Pracując na zlecenie zrzekam się praw autorskich i muszę się godzić na rzeczy, na które nie zgodziłbym się, gdybym nie był pod presją finansową (akurat w książce „Pociągiem na weekend” miałem wolną rękę przy doborze większości tras, co wyszło publikacji na dobre), natomiast opracowanie autorskiej książki to ogromne ryzyko i mnóstwo dodatkowej pracy, więc opracowanie dobrej książki może wyjść drożej niż zysk ze sprzedaży. Co innego osoby z układami – miesięczny wyjazd sponsorowany na wycieczkę, relacja z wycieczki jako książka, mnóstwo pieniędzy, zachwyty czytelników. Inni dostają stypendia i granty. Ja nie mam nic. Mam dobre pomysły, nie mam możliwości ich realizacji.